Skip to content
Książka Daniela Dziewita

KIEDY
ODCHODZĄ

Kiedy Odchodzą
 

Recenzje czytelników zamieszczane są w porządku chronologicznym. Czytelnicy mogą-jeśli chcą-podzielić się swoim odbiorem książki, przemyśleniami, refleksjami, uwagami.

Recenzje
 

Czega nie ma?

Daniel Dziewit, delikatność, takt, empatia, zrozumienie.
Nie widzę go ale wiem, ze jest.
Dostaję do rąk książkę: ,,Kiedy odchodzą,,.
Delikatna w dotyku, wręcz aksamitna.
,,Widzę,, dłońmi.

”Widzę” aksamit i tłoczenia.
Ten aksamit to takt i delikatność Autora.
Tłoczenia to treść. Bolesna, smutna, ale jakże prawdziwa.
Na stronie tytułowej, wewnątrz książki, dedykacja.
Coś się wydarzyło, coś zaistniało, wzrosło.
Boję się dotknąć kartek.

Boję się, że tekst przemówi, że powie: Po co to zrobiłaś, komu to opowiedziałaś?, będą analizowali, roztrząsali.
Po cholerę do tego wszystkiego wróciłaś?
Kartki milczały, ale tekst w wersji elektronicznej przemówił głosem metalicznym.

 

Głosem speakera ktoś obcy opowiadał historię.
Tam w środku są ludzie, ludzie którzy zostali. Popatrz, już nie jesteś sama.
Ale są tam również Ci, którzy odeszli. Odeszli a przecież są.
Jest tam rozpacz i siła, jest tragedia i nadzieja, są ludzkie dramaty i walka o nas samych.
Czego nie ma? Zadęcia, bufonady, oceniania i krytyki.
Ta publikacja jest, bez wątpienia, materiałem do głębokiej analizy.
Jest łącznikiem pomiędzy znanym i nieznanym.
Powinna stać się przewodnikiem po zwycięstwie.
To hołd oddany tym, którzy odeszli i tym, którzy pozostali.
Nie ma tutaj zwycięzców i pokonanych.
Są ludzie w różnych okresach życia, ludzie toczący walkę z przejawami ignorancji i nietolerancji.
I jest Autor, ktoś, kto zanurzył się w rozpaczy innych, ktoś kto poznał ich jak nikt inny, ktoś kto przelał słowa na papier.
Dziękuję Daniel. Bardzo dziękuję.

Nie róbcie tego

Ta książka chodziła za Danielem Dziewitem od lat. A kiedy wreszcie zdecydował się ją napisać, okazało się, że nie ma lepszego momentu na publikację niż właśnie teraz.

Pisanie Daniela Dziewita jest nietypowe. Podobnie jak jego kariera. Do pisania dochodził po swojemu. Nie żadne tam Szkoły Reportażu Bardzo Znanego Dziennikarza. Żadna próba podrabiania stylu książek Bardzo Znanego Wydawnictwa. Nie zaczęło się od ambicji bycia pisarzem dla samej ambicji („a teraz proszę Państwa będę pisać książki!”). U niego przyszło to jakby z potrzeby udokumentowania wszystkiego, co zobaczył, próbując w życiu innych rzeczy – zakładając sieć salonów fryzjerskich na Śląsku, ratując przed upadkiem medium lokalne czy rozkręcając portal z praktycznymi poradami dla Ukraińców przyjeżdzających do Polski do pracy. To wielki atut Dziewita i jego pisania, który pozwala mu dostrzec temat tam, gdzie inni nawet nie zaglądają. Bo nie wiedzą pewnie, że takie miejsca w ogóle istnieją. To znaczy wiedzą, ale nie przyjdzie im do głowy, że najzwyklejszy pod słońcem ogródek kawiarni w centrum handlowym w Chorzowie albo stacja paliw przy drodze szybkiego ruchu między Warszawą a Radomiem mogą być tematami godnymi opisania. Dziewit idzie tam z otwartymi oczami i uszami. Bez tej nieznośnej maniery inteligenta, który zstąpił z parnasu i zapragnął trochę poznać „zwykłe życie”. I wynosi niesamowite historie. Z tego właśnie powodu Daniel Dziewit jest prawdopodobnie jednym z najlepszych (jeśli nie najlepszym) kronikarzem tego, co dzieje się w trzewiach polskiego kapitalizmu.



Trzy lata temu po raz pierwszy usłyszałem, jak Dziewit opowiada o ludziach, którzy zdecydowali się targnąć na własne życie. Pracował wtedy jeszcze nad swoją poprzednią książką „Franczyza. Fakty i mity”. Zbierał historie ludzi, których umowy franczyzowe doprowadziły do bankructwa. Jeszcze wcześniej byli „Przeliczeni”, czyli pierwsza książka autora opowiadająca historie „galerników” – osób, które zainwestowały pieniądze w próbę rozkręcenia biznesu w prowincjonalnych centrach handlowych, lecz poniosły porażkę. Wpadły w długi. Zaliczyły dół – osobisty, biznesowy, statusowy, życiowy. W swoich książkowych opowieściach o galernikach czy franczyzowcach Dziewit zwracał uwagę na systemowy problem. Ale pewnie już wtedy rodził mu się w głowie pomysł na książkę o tych wszystkich, którzy z porażki, stresu czy osamotnienia nie potrafili wyjść inaczej, niż sięgając po najbardziej radykalne rozwiązanie: samobójstwo.

Ta książka jest zbiorem historii. Występują tu ludzie, którzy na jakimś etapie swojego życia dotknęli mroku. Albo sami próbowali się zabić, albo też zrobił to ktoś z ich najbliższego otoczenia. Niektóre z tych opowieści są niepomiernie smutne. Jednocześnie niosą ze sobą bardzo wiele nadziei. Pokazują, że człowiek jest dziwną istotą, w której przeplatają się nieznośna kruchość i niesamowita wola walki o życie. „Kiedy odchodzą…” będzie aktualna w każdych czasach. Ale ostatnio jest jakby bardziej. Mamy za sobą pierwszy etap pandemii. Wygląda na to, że przed nami wielkie wyzwanie kryzysu ekonomicznego. Stresu, zwątpienia i kłopotów będzie wiele. Kruchość i wola życia raz jeszcze będą toczyć walkę w wypadku wielu ludzi. Książka Dziewita może niektórym pomóc. To dlatego ją dziś Państwu w tym miejscu tak mocno zachwalam.

Rafał Woś, Dziennik Gazeta Prawna

Jeśli męczy Cię popkołczing

„To był grudzień, kilka dni przed Świętami Bożego Narodzenia, trzypokojowe mieszkanie na

dziewiątym piętrze wieżowca, obok nas w pokoju była mama i ojciec, oglądali telewizję, a my

słuchaliśmy radia. Paliliśmy papierosy i często otwieraliśmy okno, za oknem była gęsta mgła… W

pewnym momencie, około godziny dwudziestej, odwróciłam się żeby przyciszyć radio – pamiętam

dokładnie każdy szczegół – stałam blisko okna, odwrócona plecami, ten pokoik był niewielki, kiedy

obejrzałam się przez ramię zobaczyłam już tylko ciało i to, jak przeskakiwał przez parapet, ono się

obsunęło, nie było chęci złapania się tego parapetu – skok był zamierzony…”

Książka Daniela Dziewita ,,Kiedy odchodzą” nie stanowi tryptyku z ,,Przeliczeni-tajemnice galerii handlowej” oraz ,,Franczyza-fakty i mity” ale z nich wyrasta na gruncie rzetelności w pokazywaniu prawdy o opisywanych zjawiskach społecznych. Winston Churchill powiedział:

„Czasami ludzie potkną się o prawdę. Ale prostują się i idą dalej, jakby nic się nie stało. ” Nie tym razem. Po tej książce nie będzie tak łatwo przejść do porządku dziennego.

Nie spotkałem tu akademickiej maniery wpychania  ,,trudnych słów” bez kontekstu, czy moralizujących wywodów na temat wyższości Boga nad nauką czy odwrotnie. Nie ma też typowej dla psychologii uznaniowości. Jest konkret.

Struktura rozdziałów  jest uporządkowana, relacja osób dotkniętych samobójstwem jest odseparowana od komentarza autora. Tak!!!Bohaterami tej książki są ci , którzy zostali. Każdy, kto chociaż raz w życiu chciał zniknąć ,teleportować się na tamten świat-powinien sięgnąć po tę książkę, żeby poznać niszczycielską moc takiej decyzji. Autor nie grzmi autorytatywnie , nie ocenia, nie poucza. Po prostu słucha. Jak odnalezienie powieszonego rodzica wpływa na przyszłe życie dziecka? Co, gdy próba samobójcza nie powiedzie się? Kto się opiekuje ,,skoczkiem” z 7 piętra? Czy na wszystkie pytania musi być odpowiedź? Wiele osób ,nie jestem tutaj  wyjątkiem , wyolbrzymia swoje problemy. Kiedy czytam o śpiewaniu pieśni religijnych przy mieszkaniu samobójcy (w którym mieszkają jego bliscy) czy o diabelskiej mieszance problemów emocjonalnych z alkoholem (i biznesem franczyzowym który zatopił finansowo rodzinę)-nabieram dystansu. Pojawia się też- niewygodny dla psychiatrii- temat oddziaływania leków psychotropowych na kondycję psychiczna osób w kryzysie.

 

Nie ma tu szukania ,,taniej sensacji” -po prostu fakty. Jeśli męczy Cię popkołczing poradników ,,jak być szczęśliwym” i jest Ci duszno od bredni i truizmów-to Daniel Dziewit jest kimś, kto przywraca literaturze psychologicznej należną powagę. Ta książka może uratować komuś życie-nie wchodząc w rolę ,,policyjnego negocjatora z samobójcą” ale przedstawiając rzeczywistość oczami tych , którzy zostali.

Chciałbym nadmienić, że pozycja ta -poza tym, że jest po prostu dobrze napisana -może być niezwykle pomocna dla terapeutów, policjantów, prawników-każdego, kto w swojej drodze zawodowej może spotkać się z problemem samobójstwa.

Stanowić może  również wsparcie dla osób, które są psychologicznie uwikłane w sytuacje ,,w okolicach samobójstwa”.

Na koniec oddam głos autorowi.

,,Zadośćuczynienie  tym,  którzy  zostali,  może  być  terapią,  wyzwaniem  do  nadrobienia  tego,  co  zostało  zaniedbane, 

„nie  tak”  powiedziane.  Pracy  nad  sobą  i  „oddaniu  dobra  innym”  —  tym,  którzy zostali.

Zanurzenie się w uzasadnionym poczuciu winy może w przyszłości być początkiem służby rozumianej jako szansa na przewartościowanie życia.”

,,Nie czytaj tej książki jednym tchem.

Chłoń ją po kawałku z namysłem.

Pozwól tej książce mówić do siebie.

Nie zagłuszaj jej. I wytrwaj do końca.”

Kuba

Walka o pogodzenie

Piękna książka. Wiele poruszających historii osób które odebrały sobie życie. 
To także dramaty osób, bliskich którzy zostali. 
Każda tragedia to codzienna walka o pogodzenie się z tym co się stało. 
Książka godna polecenia każdemu. 

Zarówno osobom które na co dzień pracują z osobami które dotknęła depresja i inne tego typu problemy. 
Dla dotkniętych chorobą pacjentów, to również ciekawa lektura.
Pomaga zrozumieć że depresja to żaden wstyd, że jest wiele innych osób cierpiących, podobnie jak Ty.   

Książka pozwala także każdej osobie mającej myśli samobójcze, poznać co czują najbliżsi którzy pozostają po śmierci samobójcy. 

Jest także kilka historii które opowiadają o nieudanych próbach samobójczych i czym takowa może się skończyć. 
Podoba mi się budowa zdań Autora książki. 
A to ważne, ponieważ tego typu książki czyta się najprzyjemniej. 

Z Pozdrowieniami dla Autora:
Łukasz z Żywca.

KUP KSIĄŻKĘ